Menu nawigacji stron

NATURALNIE & ŚWIADOMIE

Jak zostałam chustomamą

Jak zostałam chustomamą

Kiedyś napisałam artykulik o tym, czy chusta to moda czy wygoda, w którym udowadniałam, że noszenie przywiązanego do siebie potomka to wcale nie nowa moda – to naturalny i tradycyjny sposób obcowania matki z dzieckiem oraz pogłębiania łączącej nas więzi.

 

Moja chustowa decyzja

Musze się jednak przyznać do tego, że w moim własnym przypadku o noszeniu zadecydował tak zwany „owczy pęd” – coś tak, gdzieś tam słyszałam, że są chusty do noszenia niemowlaków, ale jakoś nie przywiązałam do tych zasłyszanych informacji większej wagi, bo przecież nie mogłam się doczekać, kiedy nareszcie dołączę do grupy dumnych młodych matek przemieszczających się statecznym krokiem po osiedlu popychając przed sobą wózek z maluchem (czasem kwilącym a nawet ryczącym). Na swoją obronę mogę powiedzieć, że były to czasy, kiedy chust nie było na ulicach a internet (wyłączając dwa „chustofora”) milczał w temacie chustonoszenia. Przypadek (?) jednak sprawił, że poszłam do szkoły rodzenia i tam zetknęłam się z chustami – połknęliśmy haczyk i poszliśmy za ciosem – chusta została kupiona.

 

Nie tylko wolne ręce

A świadomość przyszła później – świadomość potrzeb dziecka, świadomość moich własnych potrzeb po porodzie, świadomość korzyści, jakie płyną z bliskości i z braku wózka. Fakt jednak faktem pozostaje – motywacja była taka, że „fajne to jest” i „to coś innego” i „będę mieć wolne ręce”. I myślę, że w „tamtych czasach” większość mam noszących miała podobną motywację.
Bliskość
A teraz obserwuję sobie moich uczniów  i widzę rysujący się podział na dwie grupy. Niektórzy przychodzą do mnie z motywacją podobną do mojej i z nimi często mój kontakt szybko się urywa, bo w momencie pojawienia się trudności (a czasem się pojawiają, bo gdyby wiązanie chusty było bajecznie łatwe nie byłoby potrzeby spotykania się z doradcą!), często odrzucają pomysł, bo „dziecko nie polubiło”, „to chyba nie dla nas”, „może kiedyś wrócimy do tematu, ale teraz poradzimy sobie bez chusty”. Jest jednak grupa rodziców, którzy przychodzą do mnie ze sporą wiedzą na temat potrzeb noworodka, jego rozwoju, jego funkcjonowania w „naszym” świecie. I oni zwykle stosują albo zamierzają stosować wielorazowe pieluchy, nastawieni są na długie karmienie piersią, rozszerzanie diety dopiero, kiedy dziecko będzie na to gotowe, czasem BLW i wychowanie bezpieluchowe. Ta grupa zostaje ze mną zwykle w dłuższym kontakcie – korespondujemy, razem rozwiązujemy problemy, które pojawiają się w trakcie noszenia, czasem spotykamy się, żeby nauczyć się kolejnych wiązań. Ci rodzice są nastawieni na pokonywanie ewentualnych trudności, bo są przekonani do noszenia i do korzyści z niego płynących – z pełną świadomością wybierają drogę, która bywa czasem nazywana ekorodzicielstwem, rodzicielstwem naturalnym czy świadomym. Ja na ta drogę weszłam dopiero oczekując drugiego Dziecka.

 

Czas naturalnego rodzicielstwa?

Bardzo się cieszę, że powoli zmienia się świadomość młodych rodziców! Co prawda mnóstwo jest imprez i publikacji promujących zupełnie niepotrzebne produkty dla dzieci, mleko modyfikowane, zabiegi i czynności, które nic dobrego nie wnoszą, ale można coraz więcej poczytać o naturalnym podejściu do rodzicielstwa, o tym, jacy jesteśmy i jakie są nasze dzieci – jakie instynkty, jakie mechanizmy nami rządzą. Coraz więcej autorytetów namawia do słuchania siebie, swojej intuicji – w ciąży, podczas porodu i na rodzicielskich ścieżkach. Oby więcej takich głosów! Oby więcej takich świadomych i myślących rodziców!

 

 

O autorze

Error: Nie można utworzyć katalogu „wp-content/uploads/2018/11”. Czy WordPress ma uprawnienie do zapisu do katalogu nadrzędnego?

wanda

Strona www: http://www.pasiata.pl
Do zespołu dołączyłam jako ekspert od motania czyli wiązania chust. Jestem Certyfikowanym Doradcą Noszenia w chustach i nosidłach miękkich ClauWi®, prowadzę stronę pasiata.pl a ponadto albo przede wszystkim mamą dwójki urwisów. Od kiedy zaszłam w ciążę zaczęłam baczniej przyglądać się temu, jak żyję – zaczęło się od tego, co jem a skończyło się na wielkiej rewolucji czyli porzuceniu wygód miejskiego osiedla, na którym wszystko jest pod ręką o każdej porze dnia i nocy, na rzecz starego drewnianego domu z dużym ogrodem daleko od zgiełku miasta, we wsi gdzie jest jeden mały sklepik, remiza strażacka i 80 domów. Interesuje mnie wszystko, co naturalne, intuicyjne, zdrowe... Z wykształcenia jestem filozofem i pewnie dlatego lubię zadawać pytania i dociekać, dlaczego. Nie podchodzę do życia bezrefleksyjnie. Zmieniam się i lubię to w sobie.