Menu nawigacji stron

NATURALNIE & ŚWIADOMIE

Czytasz składy? A po co?

Czytasz składy? A po co?

Ostatnio małżonek wrócił ze sklepu zielarskiego z Blokiem Miodowym. Pszczółki, plaster miodu, takie trochę oldskulowe opakowanie.. Najpierw mówi skosztuj a potem, żebym skład przeczytała. No tom przeczytała : mleko w proszku, tłuszcz, cukier i 6% miodu. No i myśli człowiek, znowu ściema. Trzeba było nazwać Blok Cukrowy z miodem..

Gdyby się doczepiać, to co trzeci produkt pewnie by miał coś na sumieniu – a to nazwa czy opakowanie, a nawet miejsce sprzedaży mogą człowieka odwieść od czytania tego, co małym druczkiem. Zastanawiam się tylko, dlaczego nie czytamy składów za każdym razem jak coś kupujemy? To, że na opakowaniu napisane jest herbatka malinowa nie oznacza, że te maliny wogóle poczujemy. A jednak wciąż są producenci, którzy licząc na nasze lenistwo, produkują takie ściemy, że głowa boli.

Ja już się tyle razy nabrałam na to, że opakowanie sugerowało coś innego niż sam produkt w rzeczywistości, że stwierdziłam, że nie będę naiwna. Odkąd zaczęłam czytać składy zakupy stały się na początku bardzo pracochłonnym procesem, ale jednocześnie dającym dużo satysfakcji.

Niejednokrotnie wychodziłam ze sklepu wyzuta z energii z połową rzeczy, które chciałam kupić. I to mnie doprowadziło do przeogrommnej chęci ograniczania produktów przetworzonych, które kupuję i zwiększania produkcji własnej.

 

CO JEST WAŻNE W PRODUKCIE

 

Nie opakowanie, nie cena a skład przecież. Herbata malinowa może kosztować 2 zł albo 7 zł. Wszystko zależy od tego co jest w środku – czy maliny, czy różne roślinki i owoce, aspartam i 0,2 % soku z malin..

Jeśli wobec takiej rozpiętości cenowej uważasz, że ta za 7 zł to drogo to zastanów się za ile Ty byś sprzedawał swoją. Mnie takie podejście często pomaga.

Wracając do herbaty  – jeśli już z pełną świadomością zawartości kupujesz tani produkt, to zastanów się po co i jakie będą tego skutki. Jeśli pomimo ewidentnej ściemy co do malin i tak uznajesz, że produkt ujdzie to przynajmniej wybieraj taki, który nie posiada kontrowersyjnych składników. Po co Ci aspartam w herbacie? Nie lepiej już sobie dosłodzić a najlepiej nauczyć się pić niesłodzoną? Taniej to i zdrowiej.

Jeśli dalej myślisz, że ta za 7 zl jest za droga to może poszukaj alternatywy. Ostatnio pojawiło się sporo ziół w sklepach spożywczych w wydaniu ekspesowym. O ile życie może być ciekawsze jeśli, za każdym razem możesz poznawać nowe smaki a przy okazji zrobić coś dobrego dla swojego organizmu. Ja sama w tym roku postanowiłam bardziej zainteresować się tematem ziół na codzienny użytek. W tym roku postaram się nawet sama coś zebrać i ususzyć a przynajmniej kupować więcej luzem a nie w torebkach. Kiedy rozmawiałam z Rimą, zielarką  cenne było dla mnie zdanie, że herbata też jest ziołem, a mało kto się zastanawia jak długofalowo wpływa na organizm (ot taka dygresja, gdyby ktoś się ziół bał).

 

JAK NIE BYĆ NAIWNIAKIEM

 

Czytać składy.

Opakowanie może być zielone, z makulatury i narysowaną łąką albo zdjęciem uśmiechnętego dziecka. Może być napisane ze starannie wyselekcjonowanych składników czy czystych ekologicznie terenów. Nawet jeśli to jest produkt ekologiczny, nie zawsze nazwa i opakowanie będzie idealnym odzwierciedleniem składu. Po to umiemy czytać, żeby nie dać się nabrać. No chyba, że to lubisz, to co innego:P

Pytać producenta.

Jeśli kupujesz na placu, to często kupujesz od producenta, jeśli przez internet a składu nie ma – pytaj sprzedawcę.

Ważne też, by poznać trochę triki jakie stosują nieuczciwi sprzedawcy i pytać wprost lub sprawdzać. Nawet miód miodowi nie równy i te no name mogą być po prostu mieszanką miodu i wody z cukrem.

Wierz mi, że jak już dobierzesz sobie zestaw sprawdzonych codziennych produktów, zakupy będą szły sprawniej.

Wybierać lokalne i tradycyjne

Niektórzy nie bawią się w certyfikaty, bo nie mają na to nerwów, pieniędzy i uważają, że dobry produkt obroni się sam. Małopolska dość mocno promuje teraz swoje tradycyjne wyroby w ramach akcji Małopolski Produkt Lokalny.

Kupować eko – zwłaszcza warzywa i owoce

Jeśli tylko Cię stać to jest najbazpieczniejsza droga. Nikogo nie musisz pytać czy używał pestycydów, środków grzybobójczych, czy napromieniował Twoje owoce a może wykąpał warzywa w wybielaczu. Dla mnie skokiem myślowym było doświadczenie, ile trzeba zachodu, żeby swoją marchewkę wyprodukować. Gdybym moją eko miała sprzedawać, to kosztowała by chyba z 20zł za kg. A w sezonie niektóre warzywa są tak tanie, że zastanawiam się komu się opłaca cały rok pola doglądać, żeby potem marchew za kg za złotówkę sprzedać..No chyba,że rolnik idzie na skróty. Ale w tym wypadku to my jesteśmy naiwniakami, że kupujemy taniochę a nie rolnicy, że chcą za wszelkę cenę sprzedać.

Zrobić samemu

W moim wypadku jest tak- słodycze wolę zrobić sama choćby to miał być pishinger z masłem orzechowym. Sporo się u nas zjada bakalii, owoców i domowego jedzenia. Choć moje kuchenne zdolności nie są wysokich lotów, to robiłam już granolę, mleko roślinne, ciastka, ciasta i nawet daktylowe kulki. Uwielbiam to, że mogę wybrać najlepsze składniki a nie rafinowany tłuszcz palmowy, jajka w proszku i e milon pięćset. Do tego co roku babcie hojnie obdarzają nas swoimi przetworami i sama coś czasem też zrobię ale w tym roku to już konknretniej się wezmę.

Życzę więc sobie i Wam, żebyśmy częściej znali swoją wartość na zakupach i nie szli na skróty.

Dla pragnących zgłębić temat polecam kilka lektur :

Zamień chemię na jedzenie

Świadome zakupy czyli co tak naprawdę kupujemy

Mózg na zakupach 

Czy wiesz co jesz

Wiem co kupuję! Poradnik konsumenta

 

O autorze

Aneta

Aneta

Strona www: https://mlodzikova.com/
Storeko to strona na której znajdziecie informacje związane z naturalnym życiem. Zawodowo przekładam swoje zainteresowanie na tworzenie filmów i fotografii w zakresie tematów naturalnych i alternatywnych. Moją działalność możecie obserwować na Youtube Mlodzikova i na Facebook Mlodzikova. Przedstawiam tam wywiady, reportaże i vlogi związane z tematami naturalnymi i alternatywnymi.

6 komentarzy

  1. Super! Kolejna w gronie czytajacych:) Ja bym chciała żeby każdy prędzej czy później to zrozumiał, że czytanie etykiet jest normalne..Te książki to chyba podstawa jak już się zaczyna drążyć temat.dzięki za feedback

  2. Ja często czytam składy, odkąd zainetwresowalam sie dietetyka. Niestety wiele ludzi nadal to wysmiewa i woli i kupić ,,okazyjnie”, a czesto to po prostu zlej jakosci jedzenie :/
    Ciekwe książki polecasz – muszę przeczytać!

  3. Chwała Ci za to! świeć dziewczyno przykładem. No właśnie nie wiem co Ci nasi mają, że składy to czarna magia a technologie to już ciekawe:)

  4. Dzięki Kasiu, no zakupy w obecnych czasach to sztuka. Ale nie oszczędzania tylko nie nabrania się. Odkąd sama sobie nawyk czytania etykiet wyrobiłam wydaje mi się to tak oczywiste, że nie potrafię już inaczej. Zresztą nasze zdrowie – nasza sprawa a nie producenta co nas na oczy nie widział:P

  5. Ja zawsze czytam skład, potrafię stać pod półką z produktem w ręce i czytać 🙂 A mój to wiecznie się na mnie o to wkurza i dlatego wolę sama robić zakupy 😛

  6. Jako technolog żywności i mama zgadzam się z Tobą w 100%! Przez czytanie każdej jednej etykietki, moja rodzina znienawidziła zakupy ze mną 😉 Ale warto poświęcić trochę czasu na zagłębienie się w składy produktów, bo ściemy jest dookoła na co nie miara, a w jakość zawsze warto zainwestować 🙂

    W wolnej chwili zapraszam do mnie:
    cakesbykejt.blogspot.com

Trackbacks/Pingbacks

  1. Pierwszy raz na storeko - […] Czytasz składy? A po co ? […]